CHODŹ POGADAĆ O UCHODŹSTWIE

24 lutego 2016 r. w warszawskiej kawiarni Państwo-Miasto odbyła się debata pt. „Chodź pogadać o uchodźstwie”. Tego samego dnia opublikowany został doroczny raport Amnesty International na temat stanu przestrzegania praw człowieka na  świecie. Najwięcej miejsca poświęca się w nim kwestii ochrony praw uchodźców, a jego główny wniosek – również w tej sprawie, zawarty został we wstępie: „stan przestrzegania praw człowieka sięgnął najniższego możliwego poziomu w roku, w którym 70-lecie swojego istnienia obchodzi ONZ – organizacja jednocząca narody do wspólnego działania (…)”. Choć zbieżność debaty i publikacji raportu była przypadkowa, obie dotknęły sprawy  uchodźstwa, która w ostatnim roku zmieniła „nasz” świat i nas samych.

1

Ponad 60 osób biorących udział w debacie wraz z ekspertami i ekspertkami zasiadło do  pięciu tematycznych stolików by postarać się zrozumieć problem uchodźstwa, przede wszystkim jednak by poznać tych, którzy są uchodźcami/uchodźczyniami lub zajmują się sprawą uchodźstwa. Przy każdym ze stolików zwracano uwagę na inne kwestie. Przy jednym z nich poruszono sprawę integracji, czyli tworzenia takich warunków w Polsce, by uchodźcy mogli poprzez naukę języka odnaleźć się w nowej rzeczywistości, zrozumieć kulturę i móc podjąć zatrudnienie. Jednak przyglądając się rzeczywistej sytuacji omówiono raczej kwestię deficytów systemu integracji uchodźców w Polsce. Przede wszystkim system ten jest niedofinansowany, słabo koordynowany i charakteryzuje się małym doświadczeniem, co zapewne wynika z niewielkiej liczby uchodźców przebywających w naszym kraju. Poza tym integrację utrudnia niewystarczająca pomoc socjalna, niska świadomość prawna samych uchodźców i brak znajomości języka, na którego nauczanie przeznaczane są również niewielkie środki finansowe. Czynnikiem, który najbardziej utrudnia integrację jest niski poziom wiedzy społeczeństwa polskiego o samych uchodźcach, co przyczynia się do wzrostu postaw wobec nich niechętnych. Sprawa braku edukacji na temat uchodźstwa była najczęściej dyskutowana przy stoliku „wolny temat”. Eksperci zwracali uwagę na brak zaangażowania samorządów i wyręczanie się organizacjami pozarządowymi.

Brak rzetelnych informacji w temacie uchodźstwa był również główną osią dyskusji przy stoliku dotyczącym kultury i religii. Zwrócono przy nim uwagę na zbytnie skupianie się na różnicach kulturowych a nie na tym co powinno być w przypadku uchodźstwa podstawą,  czyli jedności w człowieczeństwie, pomocy drugiemu człowiekowi. Natomiast jeśli chodzi o sprawę różnic, powinno się na nie spojrzeć jako na szanse dla rozwoju homogenicznej struktury etnicznej, a więc inaczej aniżeli to pokazują media – zagrożenie kulturowego status quo. W sprawie kobiet-uchodźczyń poruszono kwestie, które wynikają z niedawno opublikowanego raportu na temat ich sytuacji. Zwraca się w nim uwagę na problem przemocy, na którą napotykają kobiety udające się do kraju azylu. Okazuje się, że przemoc spotyka je nie tylko w drodze do Europy, lecz również w miejscu docelowym. Poza tym specjalistyczna ochrona, na którą mogą liczyć obejmuje tylko okres, kiedy wszczęta jest procedura azylowa, po jej zakończeniu pozostają tej ochrony pozbawione. Kobiety- uchodźczynie niejednokrotnie stają się jedynymi żywicielkami rodziny w państwie azylu, co wynika z łatwiejszej możliwości znalezienia zatrudnienia w szeroko pojętych usługach.

Dużo uwagi poświęcono obecnej sytuacji Unii Europejskiej i kryzysowi jej systemów ochrony praw uchodźców. Przy stoliku dotyczącym tej problematyki rozmawiano również o tym, co się stało z Europą i Europejczykami/Europejkami w ostatnim roku. Europa jest nieprzygotowana na przyjęcie tak dużej ilości uchodźców, co obrazuje reinterpretacja prawa do azylu, jego dostosowywanie się do sytuacji i przerzucanie odpowiedzialności na kraje trzecie (Turcja; kraje bałkańskie). To nieprzygotowanie dziwi tym bardziej, że problem masowego uchodźstwa był do przewidzenia. Kryzys uchodźczy ukazał głębszy problem Unii Europejskiej jakim  jest  słabnąca  integracja  i  odnawianie  się  ruchów  nacjonalistycznych  w państwach członkowskich. Postępowanie Angeli Merkel wobec przyjmowania uchodźców należy  interpretować  jako  ratowanie  UE  przed  jej  rozpadem,  gdyż  nie  wiemy  co  by  się z nią stało, gdyby siłą zatrzymywać uchodźców na jej granicach zewnętrznych. Obawy rodzi przede wszystkim pojawianie się narodowych resentymentów i brak odpowiedzialnych polityków myślących o przyszłości Europy. Najbardziej nieprzychylne wobec integracji uchodźców okazuje się młode pokolenie Europejczyków i Europejek, które zmaga się ze złą sytuacją społeczno-ekonomiczną (wysokie bezrobocie, brak perspektyw), przy okazji pokolenie to okazuje małe zainteresowanie myśleniem o wspólnocie, również o wspólnocie, jaką jest UE. Wyrażono jednak nadzieje, że Europa poradzi sobie z kryzysem uchodźczym, powołując się przy tym na jej historię, która jest swoistą sekwencją następujących po sobie faz kryzysów i integracji.

3

Wniosek płynący ze wszystkich toczonych dyskusji jest jeden – o uchodźstwie trzeba rozmawiać nie tylko za sprawą obecnej wagi problemu i niemocy systemu ochrony praw uchodźców, ale przede wszystkim dlatego, że obrosło ono w mity i stereotypy, które utwierdzane są przez media i klasę polityczną. Brak rzetelnej informacji i edukacji w kwestii uchodźstwa powoduje wzrost strachu, obaw i poparcia dla ruchów nacjonalistycznych. Zamiast starać się zrozumieć problem, jego przyczyny i zacząć rozmawiać o nim w oparciu o fakty, pozwalamy na wprowadzanie prostych rozwiązań, takich jak np. budowa zasieków, nieprzyjmowanie uchodźców, które wydają się „załatwiać” problem, a wprawdzie tylko zamiatają go pod dywan lub jeszcze bardziej go eskalują. W tych prostych rozwiązaniach coraz mniej widzimy człowieka, jego kondycji, woli wydostania się z piekła, jakie urządzono  w ich krajach. Nie rozmawiamy o losach kobiet-uchodźczyń, które przemierzając tysiące kilometrów   narażone   są   na   przemoc   fizyczną   i   psychiczną,   poczym   po   dotarciu do „bezpiecznego” kraju muszą zetknąć się z nową rzeczywistością, nowym językiem, poszukiwaniem  pracy  by  utrzymać  siebie  i  rodzinę.  Nie  rozmawiamy  z  muzułmanami      i  muzułmankami  o  islamie  i    jego  zasadach.  Rozmawiamy  natomiast  o  fali  uchodźców   i transferze obcych tradycji, na dodatek w przypadku Polski mówimy o czymś, co w ogóle nie istnieje – skala rejestracji uchodźców w stosunku do innych państw jest niewielka. Co jednak najgorsze, pozwalamy w tym wszystkim na język nienawiści i to nie tylko w mediach społecznościowych, ale również w sferze publicznej.

Język dyskryminujący drugiego człowieka może przyczynić się do najgorszych rzeczy, co wiemy z historii, a odpowiedzialność za to ponosimy my wszyscy, poprzez milczące przyzwolenie. Na zakończenie parę wskazówek, jakie pojawiły się w debacie: reagujmy na każdy     akt     dyskryminacji     uchodźców     w     mediach,     portalach     społecznościowych i w naszym najbliższym otoczeniu, a przede wszystkim wybierajmy odpowiedzialnie osoby reprezentujące nas w organach władzy, przy tym wszystkim pamiętajmy, że największym problemem nie jest samo uchodźstwo, lecz nasza reakcja na nie.

Autor: Marcin Górecki, Warszawski Zespół Edukacji Amnesty International

*Przedstawione w artykule stanowiska nie są oficjalnym stanowiskiem Amnesty International, lecz wyrażonymi podczas debaty opiniami uczestników i uczestniczek.

2

Artykuł jest podsumowaniem spotkania “Chodź pogadać o uchodźstwie – debata World Cafe”, realizowanego w ramach projektu “Uchodźcy w Europie. Debata” i kampanii S.O.S. Europo! przez Warszawski Zespół Edukacji Amnesty International.

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

WOLNOŚĆ DLA WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH W IRANIE

1 lutego 2016 roku grupa lokalna Amnesty International Warszawa zorganizowała protest pod Ambasadą Islamskiej Republiki Iranu, aby okazać swój sprzeciw wobec poczynań irańskiego rządu, który nagminnie łamie prawa człowieka. Protest o pełnej nazwie „Wolność dla więźniów politycznych w Iranie” przykuł uwagę użytkowników portali społecznościowych oraz spotkał się z pozytywnym odzewem lokalnej społeczności.

Iran_2

Pomimo ostatniego ocieplenia  stosunków politycznych pomiędzy Iranem a Zachodem oraz poprawy sytuacji gospodarczej kraju oraz jego mieszkańców, w dziedzinie praw człowieka nadal nie doszło do żadnych znaczących reform. Aresztowania opozycjonistów politycznych, tortury i egzekucje obywateli, również nieletnich, czy też łamanie praw mniejszości kurdyjskiej czy bahaickiej są wciąż przygnębiającą codziennością. Tylko w 2014 roku Iran wymierzył karę śmierci na 743 osobach, a w więzieniach pozostają cały czas takie osoby jak bloger Soheil Arabi, prawnik Adbolfatah Soltani czy działaczka na rzecz praw dziecka Atena Daeimi. Są to jedynie przykłady postępowania irańskiego rządu wobec opozycji, a ilość więźniów politycznych jest znacznie większa, przy czym nad wieloma z nich ciążą także wyroki śmierci. Amnesty International od lat prowadzi wiele kampanii mających na celu zwrócenie uwagi na kwestię łamania praw człowieka w Iranie. Przykładem jest bohater ostatniego maratonu pisania listów – Samam Naseem, kurdyjski nastolatek oskarżony i skazany na karę śmierci za zbrodnię na żołnierzu, której nie popełnił.

Iran_1

W związku z pojawieniem w naszej grupie irańskiej działaczki na rzecz praw człowieka, która kilka lat temu musiała opuścić swoją ojczyznę w strachu przed uwięzieniem i torturami, postanowiliśmy niezwłocznie działać. Gdy zaprezentowała nam obecną sytuację w Iranie z perspektywy aktywistki – takiej jak wiele i wielu z nas – zdaliśmy sobie sprawę z potrzeby zademonstrowania w imię wolności dla uwięzionych dziennikarzy, działaczy, prawników, aktywistów czy feministek.

Autor: Kuba Stepaniuk

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

PATRZĄ… CZY NIE PATRZĄ?

Niepewność

Czy obserwują każdy mój krok? Czy wiedzą, o której się kładę, o której wstaję, jak długo myję zęby, jak długo patrzę w lustro… Muszą to wiedzieć, przecież są tam, gdzieś. Czuję moloch ich spojrzeń ciążący na moim karku. Włosy jeżą mi się przy najdrobniejszej myśli o ich obecności. Wszystko co robię jest jawne. Żyję w Panoptykonie. Żyję w Polsce.

tło_blog

Zwątpienie

7 lutego weszła w życie Ustawa o Policji, która narusza jedno z praw człowieka – prawo do prywatności. Nowe przepisy zezwalają na podjęcie inwazyjnych środków inwigilacji i poszerzają zakres tzw. kontroli operacyjnej na podstawie niedookreślonych warunków oraz niezdefiniowanego katalogu przestępstw. Ponadto umożliwia służbom bezpieczeństwa przechwytywanie danych osobowych bez obowiązku uzyskania uprzedniej zgody sądu. Ustawa nie zapewnia obywatelom odpowiedniego aparatu poznawczego, nie istnieje więc możliwość, aby dowiedzieć się kto podlega owej obserwacji[1]. „Poprzez zaniechanie przestrzegania zasady proporcjonalności wiele osób może znaleźć się na celowniku służb bez wyraźnego powodu, co jest poważnym zagrożeniem dla praworządności w kraju” – zauważa Agata Kwiatoń, koordynatorka wolontariuszy i wolontariuszek Amnesty International. Dlaczego państwo mające kluczowe znaczenie w postkomunistycznej Europie stawia się przed możliwością redukcji do państwa nieliberalnego podważając fundamenty wciąż młodej demokracji?

Pustka

„Żyjemy w społeczeństwie nadzorowanym. Być może nie zdajemy sobie z tego sprawy albo wolimy o tym nie myśleć, jednak wszechobecny nadzór już stał się nieodłącznym elementem naszego życia. Niemal każda nasza aktywność jest monitorowana i rejestrowana. Dzieje się to dzięki tysiącom baz danych, kamerom monitoringu, telefonom komórkowym, cyfrowym śladom pozostawianym w Internecie.”[2]

Nowe przepisy stanowią zagrożenie nie tylko dla prawa do prywatności, ale także powiązanych praw, jak np. wolność słowa. Bezprawna inwigilacja prowadzi do autocenzury i ogranicza swobodę poruszania się w przestrzeni cybernetycznej. Ponadto nowe regulacje są sprzeczne z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski dotyczącymi praw człowieka. Te ogólniki można odczytać jako wskaźniki stanu demokracji. Azymut od wyrażenia „prawa człowieka” ma coraz większy kąt. Lecz co jest po drugiej stronie?

Strach

„Teleekran służył równocześnie za odbiornik i nadajnik, dostatecznie czuły, żeby wychwycić każdy dźwięk głośniejszy od zniżonego szeptu; co więcej, jak długo Winston pozostawał w zasięgu metalowej płyty, był nie tylko słyszalny, lecz także widoczny. (…) Pozostawało więc żyć z założeniem – i żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch – iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony.”[3]

Przytaczanie Orwella to utarta praktyka, ale jakże skuteczna i znowuż adekwatna. Antyutopijna powieść po raz kolejny znajduje swoje zastosowanie w rzeczywistości. Był już rok 1981 w Polsce. Wtedy skończyło się stanem wojennym, a teraz historia powoli zatacza koło (jeśli czytelnik uzna te słowa za zbyt mocne, to proszę mi wybaczyć, lecz tylko ślepiec nie zauważy, że zmierzamy w stronę systemu autorytarnego). Dopóki nie dochodzi wprost do tragedii, to co się dzieje póki co można jedynie określić mianem tragicznej farsy. Gdybym czuł się wystarczająco kompetentny przypomniałbym obecnej władzy, że dzieła angielskiego pisarza nie są poradnikiem. Jednak, może oni wiedzą lepiej?

Nieufność

Zmiany wprowadzane przez Rząd Beaty Szydło są gwałtowne, a nawet brutalne. W społeczeństwie budzi się na nowo obywatelskie nieposłuszeństwo, czego wyrazem są wielotysięczne manifestacje KOD-u. Niezadowolenie będzie narastać wraz z kolejnymi niespełnionymi obietnicami wyborczymi. Póki co wciąż czeka się na realizację zapowiadanych reform, na dobrą zmianę. Ale cierpliwość dochodzi do pewnych granic. Czy akumulacja władzy to aby na pewno odpowiedni środek do osiągnięcia celu, jakikolwiek by on był? Te słowa to żaden manifest. Nie są związane z żadną opcją polityczną, a czytelnik, który zarzuci mi stronniczość powinien pamiętać przede wszystkim o tym, że chodzi tu tylko i wyłącznie o prawa człowieka. Amnesty International to pozarządowa organizacja apolityczna, której celem jest obrona wolności.

Napisz do autora:

piotr.rojewski@amnesty.waw.pl

[1]https://amnesty.org.pl/aktualnosci/strona/article/8739.html?cHash=093815b466afb0f660dbc935a17abab7

[2] https://panoptykon.org/idea

[3] George Orwell, „Rok 1984”

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

NIESPEŁNIONE MARZENIA

11 października Białorusini wybiorą swojego prezydenta. Kandydatów jest czworo, ale i tak wiadomo, kto wygra. Świat mediów mówi tylko o nim – o Aleksandrze Łukaszenko. To człowiek, który zdominował wszystkie sfery życia publicznego. Człowiek, który przywłaszczył sobie prawo do władzy ponad 20 lat temu. Czy cokolwiek jest w stanie odmienić obecny stan rzeczy? Czy po wyborach prawa obywateli dalej będą łamane? O tym jak wygląda rzeczywistość polityczna u naszych wschodnich sąsiadów, o polskiej polityce zagranicznej i o szansach i zagrożeniach związanych z niedzielnymi wyborami rozmawiałem z Feliksem Tuszko, członkiem Inicjatywy Wolnej Białorusi.

Ile osób naprawdę popiera Aleksandra Łukaszenko?
Nie oszukujmy się, poparcie Łukaszenki jest dość duże. Oczywiście nie dajemy sobie prawa, żeby tworzyć alternatywną rzeczywistość, w której panuje zły dyktator, a całe społeczeństwo jest przeciwko niemu. Te wybory Łukaszenko wygra prawdopodobnie nawet ich nie fałszując. Trzeba zwrócić uwagę na to, że sytuacja międzynarodowa, w której znalazła się Białoruś, jest bardzo napięta. Naród ma przed oczyma wydarzenia z Krymu z 2013 i nie chce takiego scenariusza u siebie. Każda destabilizacja władzy, która może się skończyć przejęciem rządów przez osoby mniej powiązane z Kremlem mogłaby skutkować interwencją Rosji.

A więc jest to poparcie ze strachu?
To zależy. Nie ma dokładnych badań. Ale pewna część społeczeństwa jest podmiotem propagandy. Po za tym na Łukaszenko głosują głównie osoby ze starszych pokoleń, których jedynym źródłem informacji jest telewizja.

70% czasu antenowego zajmują informacje o Łukaszence.
Właśnie. Natomiast młode pokolenia mają dostęp do Internetu, uczestniczą w globalnym obiegu informacji.

Internet nie jest cenzurowany?
Władza jest zbyt uboga, żeby móc skutecznie cenzurować Internet. Są pewne próby spamowania wydarzeń, ale to jest raczej niegroźne i nieskuteczne. Do tego potrzeba miliardów dolarów i wyspecjalizowanej kadry informatycznej.

To jak to jest z tą młodzieżą?
Oczywiście każdy wywodzi się z innych środowisk, więc głosują różnie. Ale większość ma już szeroki dostęp do informacji w związku z czym poglądy prodemokratyczne są bardziej rozpowszechnione.

Jaki właściwie wizerunek kształtuje wokół siebie Łukaszenko?
Jest konsekwentnym politykiem. To człowiek, który rozgrywa pomiędzy Rosją, a Unią Europejską po to, żeby jak najwięcej ugrać dla siebie. Jeżeli chodzi o uzyskiwanie tego, na czym mu zależy, to jest bardzo skuteczny. Udaje mu się to np. stosując politykę aresztowania i zwalniania więźniów politycznych.

Uwolnienie szóstki więźniów politycznych pod koniec sierpnia było ukłonem w stronę UE?
Łukaszenko zrobił to raczej po to, aby odebrać argumenty opozycji.

Po wyborach pojawią się kolejni więźniowie?
Nie lubię tak spekulować. W tym roku nie będzie dużych rozruchów w Mińsku więc prawdopodobnie nie będzie powodów, żeby kogokolwiek aresztować. Jednak organizacja wszelkich wieców, na które nie ma zgody, może dostarczyć takich pretekstów.

Mikołaj Statkiewicz powiedział, że społeczeństwo od wyborów w 2010 coraz bardziej się boi.
To trochę tak jak u Orwella, ludzie boją się, że są obserwowani. Ten strach wynika głównie z tego, że nic nie jest pewne. Ale to tylko moje spekulacje wynikające z obserwacji.

Gdzie w tym wszystkim jest Polska?
Popieram kierunek w polityce zagranicznej jaki obrała Polska, który polega na budowaniu silnej pozycji w regionie. Polacy są pośrednikami dającymi głos sąsiadom ze wschodu. Partnerstwo wschodnie daje narzędzia do wspierania tych państw w sposób skoordynowany. Potrzebna jest jednak skuteczność i konsekwencja. Dobrze, żeby politycy nie wahali się mówić o Białorusi i Ukrainie. Mam poczucie, że nikt nie potrzebuje destabilizacji tego regionu. Polska jako sąsiad ma zdecydowanie lepsze wyobrażenie na temat sytuacji na wschodzie niż zachodnie kraje Europy. W związku z tym, jeżeli tutaj nie będzie się mówić o tych problemach to inni też będą milczeć. Dlatego organizujemy koncerty „Solidarni z Białorusią”. Żeby o tym przypominać.

Od czego mogą się zacząć zmiany na lepsze?
Dosyć konsekwentnie będę powtarzał jedną rzecz: masowa mobilizacja społeczeństwa zacznie się wtedy, kiedy zabraknie podstawowych produktów, kiedy ludzie zubożeją. A potrzeby ludzi są skonstruowane trochę na modłę zachodnią. Pragną kupować te same rzeczy, te same ubrania, te same komputery. Widzą jak ludzie żyją na zachodzie i czują, że powinni mieć prawo do tego samego. To póki co jest niemożliwe i musi budzić frustracje. To takie niespełnione marzenia…

Piotr Rojewski, Amnesty Warszawa

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

KTO TU SIĘ KOGO BOI?

Nienawiść, która wypływa z Polaków złorzeczących uchodźcom jest niepotrzebna. Cały horror pt.: „przyjmować czy nie przyjmować” jest wielkim nieporozumieniem. W tej narodowej kłótni tylko się mijamy. A w gruncie rzeczy chcemy przecież tego samego – pokoju, nie zabijania niewinnych ludzi, pomocy tym, którzy jej potrzebują. Wszelkie nieporozumienia wynikają z tego, że uchodźców i ekstremistów wrzuca się do jednego worka, a tych drugich wszyscy się przecież boimy.

Zebraliśmy najgorętsze argumenty przeciw pomaganiu uchodźcom, pojawiające się w rzeczywistych wypowiedziach niektórych naszych znajomych. Postanowiliśmy przedstawić ich kompilację wraz z udzielonymi odpowiedziami na nie, z nadzieją, że uspokoimy tym samym innych utożsamiających uchodźców z terrorystami.


Znajomy wysyła film:

Widzę film, widzę chłopaka, widzę gest.

To też widzę. Oglądam wszystko, łącznie z materiałami dotyczącymi ścięć głów i tymi, pokazującymi ciała wyłowione z Morza Śródziemnego. Jedne mnie oburzają, drugie wkurzają, inne przerażają. Prawie wszystkie doprowadzają do łez.

Czemu mamy pomagać komuś, kto nie uznaje nas jako ludzi? – Skąd taki wniosek o uchodźcach starających się o azyl w Polsce? Po rozmowie z nimi? Chyba, że chodzi o kogoś innego…

Nie mam ochoty witać jak Niemcy z otwartymi rękami dżihadystów i innych popierdoleńców. – Ja też nie.

Przyjmować kogoś, kto nie uznaje mojego człowieczeństwa. – A tu się zgubiłam. O kim mowa? O uchodźcach czy ekstremistach z ISIS? Bo jeśli chodzi o ISIS to zgadzam się znów. Jeśli zaś o uchodźców, to człowieczeństwo tych ginących z rąk ISIS lub tonących na morzu niczym się nie różni od naszego – europejskiego.

Pojedź sobie do dowolnego kraju na zachodzie Europy, ale nie do normalnej dzielnicy tylko do tych gett i daj znać, jak Cię nie pobiją. – Dziękuję, byłam, daję znać – nie pobili. Za to pamiętam, że kilka razy bałam się idąc przez bydgoski Fordon w nocy, raz na Jeżycach w Poznaniu i obok rotundy w Warszawie. Jednak ludzie, którzy wzbudzili mój niepokój mieli białą skórę (widziałam dokładnie, bo nie mieli włosów) i mówili (głównie przeklinając) po polsku.

Kuzyna w Anglii pobili kilka razy, bo chciał otworzyć restaurację. Miało nie być halal, więc trzeba było napierdalać jego i jego kolegów. Kuzyn odpuścił. Koledze zaś przyłożyli kiedyś w Holandii spluwę do głowy. To akurat byli jacyś murzyni, nie wiadomo czy muzułmanie. Ale byli też Turkowie i mieli niby dokładnie takie same gangi i strzelali się między sobą. Jeżeli myślisz, że w Polsce uda się tego uniknąć to moim zdaniem jesteś w błędzie. – Nie znam Twojego kuzyna i nie wiem co sprawiło, że koledze ktoś przyłożył spluwę do głowy. Nie jestem w stanie skomentować sytuacji na podstawie danych zawierających jedynie pochodzenie zaangażowanych. Nie byłabym w stanie nic na ten temat powiedzieć również, jakby to gang białych chrześcijan z Polski kogoś pobił. Znasz ich historię? Wiesz, dlaczego zostali wychowani przez gangi? Jak nie przestaniemy używać koloru skóry i religii jako profilu wszystkich, popełniających zbrodnie to te getta i konflikty będą się pogłębiać, a marginalizacja imigrantów i uchodźców doprowadzać będzie do wzrostu przestępczości. Jak najbardziej możemy, a nawet powinniśmy tego uniknąć.

To nie są uchodźcy ani nawet imigranci. Pokaż mi proszę prawdziwych uchodźców, a nie to gówno, wycinki, którymi bombardują nas media. – Kto nie jest uchodźcami ani imigrantami? Czym dokładnie jest „gówno” z wycinków mediów? Mogę Ci pokazać uchodźców jak chcesz, jeżeli nie wierzysz żadnym mediom, lub wierzysz wybiórczo. Przejdźmy się po ośrodkach dla uchodźców. Możesz też poznać ludzi, którzy znaleźli azyl w Polsce i żyją tu po dziś dzień, mają rodziny, pracę, ułożyli sobie życie i zintegrowali ze społeczeństwem. Nie zagwarantuję, że będą chcieli się spotkać z kimś, kto nazywa ich „gównem”…

Skąd półmartwa rodzina bez środków do życia potrafi zapłacić tyle pieniędzy na ucieczkę do Europy? – To nie są półmartwe rodziny. Półmartwe rodziny niestety bardzo szybko stają się martwe po prostu. Skąd mają pieniądze? Przed wybuchem konfliktu pracowali, studiowali, uczyli się, mieli dochody, mieli oszczędności, wiedli normalne życie. Jeżeli nawet nie mają pieniędzy, to na podróż jednej osoby potrafi zrzucić się cała rodzina z nadzieją, że jemu (zazwyczaj mężczyźnie, bo są silniejsi) się uda, że dotrze do stabilnego miejsca i następnie uratuje swoją rodzinę. Ta osoba zazwyczaj nie ma pojęcia co się dzieje z jego rodziną przez długie długie miesiące, często lata… znam osobiście chłopaka, który do dziś nie wie czy jego mama została uratowana z tonącej łodzi, na której próbowała do niego dołączyć ponad rok temu… A dlaczego wybierają łodzie, a nie samoloty? Dlatego:

Nie każdy podający się za uciskanego, nim jest.  – Dla członków ISIS bardzo wygodne byłoby to, żeby Europejczycy nie wpuszczali uchodźców do siebie – niech dalej wszyscy wierzą, że to ISIS dotrze na łódkach do Europy i zniszczy ją od środka. Spokojnie, nie zrobią tego. Weźmy taką procedurę azylową – jest długa i skomplikowana, a ci, którzy ochronę otrzymają, poddani są stałemu nadzorowi. Niebezpieczeństwem są za to obywatele z państw europejskich, którzy wyjeżdżając ze swoich krajów przyłączają się do ISIS, a następnie wracają. Tak, to jest zagrożenie – Kowalski, który walczył ramię w ramię z tymi ekstremistami i wraca do takiego Wrocławia chociażby, żeby stworzyć siatkę terrorystyczna na miejscu – to jego należy się bać. Nie zapominajmy jednak od czego mamy służby wywiadowcze i służby bezpieczeństwa – chyba należy od nich wymagać wypełniania swoich obowiązków?

Kolejny link (krótki film pokazujący egzekucję przez ścięcie głowy – tłum osób otacza kata i ofiarę).  – To jest masakryczne i straszne, tak jak tysiące innych materiałów pokazujących śmierć niewinnych ludzi. Tłum stoi i patrzy, ci zaś, którzy są następni w kolejce – uciekają. W Europie tacy kaci odnaleźliby się co najwyżej w więzieniu. Przybywając do państw europejskich każdy ma obowiązek szanować porządek prawny panujący w nich. Nigdy nie życzyłabym sobie zobaczyć coś takiego na własne oczy. Niestety, niektórzy muszą na to patrzeć… albo uciekać. Bo inaczej skończą jak oni.

We wszystkim chodzi o to, żeby tego gówna spłynęło też do Polski, a Ty uwierzyłaś, że chodzi o pomoc tym ludziom. – Przepraszam, komu uwierzyłam? Pomagam tym, którzy tego potrzebują. Powiedz może, co rozumiesz przez „gówno”? (Brak odpowiedzi. Obawiam się, że chodziło o ludzi.)

Równie dobrze możesz mi od razu wpakować kulę w łeb, serio. I skoro tego nie czujesz, to proponowałbym zakończyć naszą znajomość. – Mogę Ci wpakować kulę w łeb? Tego faktycznie nie czuję, a jeśli Ty tak… to cóż… nie protestując zbytnio przystanę na Twoją propozycję.

Nie psuj całego kraju tylko dlatego, że coś Ci się wydaje. – Jeżeli myślisz, że jestem w stanie zepsuć cały kraj, to się cieszę. Bo to wymaga siły, a skoro uważasz, że takową mam, to fajnie – znaczy, że mogłabym też sporo naprawić : )


Także drodzy aktywiści, aktywistki, ludzie o dobrych sercach – mamy siłę, żeby pomagać tym, którzy tego potrzebują. Razem możemy przeciwstawić się ksenofobii, rasizmowi nienawiści i ignorancji, razem jesteśmy w stanie zdziałać wiele – wykorzystajmy to mądrze.

11250145_814220142031348_6046342170876175672_n

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

ONI NIE SĄ NIEBEZPIECZNI, ONI SĄ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE

Polska przyjmie do 2017 roku dwa tysiące uchodźców. Pierwsze chrześcijańskie rodziny już znalazły u nas schronienie. Mimo, iż decyzja o pomocy ludziom w śmiertelnym niebezpieczeństwie powinna być prosta i naturalna, dla wielu jest to temat do dyskusji.

Punkt ciężkości tej debaty przesunął się niebezpiecznie w stronę pytania „czy pomagać?” podczas gdy jedynym konstruktywnym zapytaniem jest „jak pomagać?”.

Skąd się biorą obawy i niechęć przed uchodźcami? Zazwyczaj jest to podyktowane wizerunkiem kreowanym przez niektóre media, czasem chodzi o własne uprzedzenia, innym razem po prostu boimy się ludzi innych niż my sami… wybraliśmy najbardziej nurtujące w tym temacie kwestie i poddaliśmy krótkiej i „uspokajającej” analizie.

3

PRZYJMUJEMY ZDECYDOWANIE ZA DUŻO UCHODŹCÓW

Choć liczba 2 000 może budzić obawy, to tak naprawdę większość z nas nie odczuje nawet ich obecności. W obliczu 38 milionowej populacji to naprawdę kropla w morzu.

BĘDZIE ICH WIĘCEJ

Oczywiście. Choćbyśmy próbowali z całych sił, migracji nie powstrzymamy. W ten czy w inny sposób ludzie będą próbować dostać się i docierać do bezpieczniejszych miejsc uciekając przed niebezpieczeństwem. Od nas zależy czy będziemy na siłę starać się izolować mimo napływu osób z innych krajów czy zastanowimy się nad polityką integracyjna pozwalającą na tej sytuacji skorzystać zarówno nam, jak i uchodźcom.

TO TERRORYŚCI, FUNDAMENTALIŚCI, DŻIHADYŚCI

Do Polski przylecą ludzie znajdujący się w bardzo ciężkiej sytuacji, którzy opuszczają własny dom w obawie o życie swoje i swoich rodzin. Będą to uchodźcy według definicji  z Konwencji dotyczącej statusu uchodźców z 1951 roku. Uciekają przed prześladowaniami. Wśród nich są zarówno mężczyźni, jak i dzieci, kobiety i starcy.

Wśród uchodźców znajdują się wyznawcy Islamu. Nie są to ludzie niebezpieczni! Wizerunek Muzułmanów zniekształciły media masowe. Państwo Islamskie skutecznie promuje swoje działania w mediach społecznościowych utrwalając tym samym stereotypowe postrzeganie Islamu. Młodzi muzułmanie sprzeciwiają się takim działaniom i zdecydowanie odcinają od ISIS. O akcji „Not in My Name” można przeczytać tutaj.

ISIS PRZEMYCA BOJOWNIKÓW NA ŁODZIACH Z UCHODŹCAMI

Ta informacja jest bardzo skutecznym narzędziem manipulacji… bojowników z ISIS. Wedle ekstremistów z ISIS, każdy powinien w życiu zabić przynajmniej jednego niewiernego. ISIS chce, aby Europa uwierzyła, że wśród uchodźców znajdują się członkowie ISIS – w ten sposób nie będzie przyjmować chrześcijan uciekających z Afryki, a zatem zostawi ich na pastwę morderców, którzy na to właśnie liczą.

Procedura azylowa jest długa i skomplikowana. Każda osoba, każda rodzina jest „prześwietlana” pod każdym kątem, jej historia jest dogłębnie analizowana oraz pozostaje ona monitorowana po udzieleniu schronienia przez państwo przyjmujące. Szanse na to, że tą drogą dostaną się do Polski terroryści jest szalenie bliskie zeru. O wiele łatwiej byłoby po prostu przyjechać do naszego kraju na wakacje, studia lub służbowo…

NIE MAMY NA TO PIENIĘDZY

Za każdego przyjętego uchodźcę Unia Europejska zobowiązała się zapłacić 6 tys. euro. Wysokość miesięcznych świadczeń na jedną osobę wynosi 1200 zł. Unia pokrywa więc znaczne koszty utrzymania i asymilacji uchodźcy w Polsce.
Polska znajduje się na 23 miejscu na liście najbogatszych państw według Międzynarodowego Funduszy Walutowego. Według prognoz, w pierwszej 20 znajdziemy się do 2020 roku. Czy jednego z najbogatszych krajów świata, o 38 milionowej populacji, nie stać na utrzymanie 2000 uchodźców? Stać. Stać nawet na znacznie więcej.

Opublikowane przez Amnesty Warszawa grafiki pokazują, że ogromne kwoty z podatków zostały przeznaczone na inwestycje zbędne, nietrafione lub nieprzemyślane. Budowa dźwiękoszczelnych ekranów kosztowała tyle, co utrzymanie 2000 uchodźców przez 3 lata. Warto to rozważyć przed opublikowaniem kolejnego komentarza „nie chcę, żeby płacone podatki były marnotrawione na obcokrajowców”.

5

TO JEST INNA KULTURA, INNE WARTOŚCI, ONI DO NAS NIE PASUJĄ, SPALĄ NASZE KOŚCIOŁY

Tysiącletni dorobek kulturalny obróci się w pył? Szanse są bardzo małe. Chrześcijańskie kościoły spłoną? Nie. Ofiary konfliktu i ludzie dotknięci ubóstwem szukają pomocy. Wyznają inne zasady niż nasze, wywodzą się z odmiennej kultury. Nie znają języka polskiego, ani naszych zwyczajów. W obcym kraju będą czuli się wyobcowani. Dlatego trzeba wyjść im z pomocą. Pomóc uwolnić się z zaklętego kręgu. Zacząć od spraw najprostszych i umożliwić im samodzielne funkcjonowanie w społeczeństwie, a w dłuższej perspektywie – podjęcie decyzji o pozostaniu w Polsce.

Uchodźcy zdają sobie zdają sprawę, że jadą do kraju o obcej kulturze i zapewne nie robiliby tego, gdyby mogli bez obaw zostać w swoim kraju.

TO NIE NASZ PROBLEM, NIE MY DO TEGO DOPROWADZILIŚMY

Pomaganie innym to nie zadośćuczynienie, to naturalny ludzki gest. Nawet, jeżeli jesteśmy w stanie wskazać winnego lub winnych i z ręką na sercu przyrzec, że nie mamy nic wspólnego z kryzysem uchodźczym to tym bardziej nieuzasadnione są obiekcje dotyczące decyzji o pomocy. Będąc winnym cudzej krzywdy, moglibyśmy się przecież obawiać zemsty.

Oczywiście zatem, że to nie nasz problem. Jest to problem uchodźców i my mamy niepowtarzalną szansę pomóc w jego rozwiązaniu.

Z całą pewnością powinniśmy przyjąć przedzierających się z narażeniem życia uciekinierów z Afryki Północnej, ponieważ potrzebują oni naszego wsparcia. To świadczy o demokracji zaangażowanej, tak postępuje społeczeństwo otwarte. Z perspektywy narodowej, moglibyśmy zadać sobie pytanie: czy wartości takie jak solidarność, współczucie, braterstwo mają dla nas, Polaków, jeszcze znaczenie? Z perspektywy chrześcijańskiej zaś: czy nie powinniśmy pomagać w potrzebie naszym braciom i siostrom? Czynić dobra i dbać o bliźnich?
Czy te wszystkie historyczne wartości – tak pieczołowicie pielęgnowane i wychwalane, będące symbolem przykładnego chrześcijanina, patrioty… naprawdę mają ograniczenia terytorialne? Nie… to nie jest możliwe. Znaczyłoby o krótkowzroczności Polaków, a to przecież nieprawda.
Przecież każdy wie, że od czasów II wojny światowej z Polski wyemigrowały niezliczone masy ludzi. Z jakiego powodu? Uciekając przed wojną, prześladowaniem, ratując życie własne i swojej rodziny. Znajdowali schronienie w wielu państwach i wielu z nas nie byłoby na świecie, gdyby zamknięto przed nimi drzwi, postawiono płot i zasłoniono się restrykcjami.
Brzmi znajomo, prawda?

UCHODŹCY ZABIORĄ NAM PRACĘ

Czy zdając sobie sprawę, że w Polsce – outsourcingowym centrum Europy, skąd za sprawą niższych kosztów utrzymania i za pomocą tzw. Knowledge transfers – doprowadza się do zamykania filii firm na całym świecie pozbawiając tym samym pracy dziesiątkom tysięcy ludzi w innych państwach, nadal będziemy używać tego hasła? Czy będziemy do tego skorzy w rozmowie z naszym bratem, kuzynką, znajomymi, którzy mieszkają i ciężko pracują w Anglii, Irlandii, Holandii?

A PROPOS ANGLII… NAJPIERW POWINNIŚMY SPRAWIĆ, ŻE POLACY PRZESTANĄ WYJEŻDŻAĆ ZA GRANICĘ I ZAJĄĆ SIĘ REPATRIANTAMI

Jedno nie wyklucza drugiego. Budując politykę integracji uchodźców możemy udoskonalić politykę repatriacyjną i odwrotnie. Nie ma w tym przeszkód, potrzeba jedynie dobrej woli.

1Źródło: CHLEBEM I SOLĄ

NIE JESTEŚMY PRZYGOTOWANI NA PRZYJĘCIE UCHODŹCÓW

Mamy zatem dwa wyjścia: pozostać nieprzygotowanym albo się przygotować. Najpierw przyjęliśmy chrześcijan – to dobry moment, żeby zrozumieć, że religia, kolor skóry, czy pochodzenie nie mają znaczenia w relacjach międzyludzkich.

RATOWANIE UCHODŹCÓW TO PODEJŚCIE DO PROBLEMU OD KOŃCA, ROZWIĄZAĆ POWINNO SIĘ PRZYCZYNĘ, A NIE LECZYĆ SKUTKI

Zgadza się. Wpływ na sytuację międzynarodową oraz wewnętrzną państw, z których masowo uciekają ludzie mają politycy, dyplomaci, przywódcy… Oni mogą uratować życie pokrzywdzonym oraz zapobiec kolejnym tragediom. Z kolei wszyscy ci, którzy nie zaliczają się do powyższych grup mają tylko lub aż wpływ na to, jak zostaną oni przyjęci, jak będzie wyglądać ich życie na uchodźstwie.

Słowem podsumowania należy przyznać, że nasze niepokoje są ugruntowane w trosce o siebie i swoje rodziny oraz naród. Jest to zrozumiałe, wszak każdy troszczy się o najbliższych.
Nie chcemy jednak, żeby strach spowodował, że zaczniemy się odnosić wrogo do uchodźców. To spowoduje, że owszem, będą mieli powody, aby odnosić się w taki sam sposób do nas.

Dlatego mamy nadzieję, że dostrzeżenie bliźniego w uchodźcach będzie dla Polaków łatwiejsze, kiedy w końcu będziemy mieli szansę nawzajem się poznać, żeby w przyszłości powiedzieć z dumą, że nasze państwo uratowało życie tysiącom niewinnych ludzi.

UCHODŹCY – WITAMY W POLSCE!

6Źródło: CHLEBEM I SOLĄ

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

#PARADARÓWNOŚCI2015

“Równe prawa – wspólna sprawa” to hasło tegorocznej Parady Równości. Najbardziej kolorowy i bezpieczny przemarsz w Polsce przeszedł ulicami Warszawy 13 czerwca 2015. Wśród rekordowej liczby 20 tys. uczestników i‌‎‏ uczestniczek znaleźliśmy się również my i nasz busik. Ale wcześniej należało go dobrze przygotować…

Aktywiści i aktywistki dekorowali platformę od samego rana. Skromne rozmiary wozu nadrabiały efektowne dekoracje. Tyły ozdabiał wielki, papierowy napis „RIGHTS”, a boki baner „Razem przeciw nienawiści”. Jego mniejszą wersję, w formie ulotek, rozdawaliśmy i rozdawałyśmy mijającym nas osobom. Jednak… żeby je rozdać, najpierw trzeba było je powycinać (takie tam 1600 sztuk).

0Ciężka praca się opłaca

1Czy pojazd jest sprawny? Tak? To możemy ruszać!

3Bańki mydlane – musi być kolorowo

Trasa przebiegała w cudownej i radosnej atmosferze. Nasz koordynator zadbał o to, abyśmy nie byli spragnieni i zapełnił lodówkę puszkami Coca Coli. Podnoszenie poziomu cukru sprzyja zbieraniu podpisów pod petycjami z uśmiechem na twarzy – to udowodnione naukowo!

4Jest uśmiech!

6Michał, specjalista do spraw mediów, nie boi się odważnych kreacji

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Nie możemy się już doczekać następnej Parady Równości, lecz w międzyczasie nie ustajemy w walce o równe prawa.

Do zobaczenia za rok!

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

JAK SKUTECZNIE ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE?

Trzeba znaleźć mocny sznur. Nie musi być gruby. Wystarczy, że­‏ utrzyma ciężar Twojego ciała. Może to być pasek od spodni lub kabel telewizyjny. Kiedy już go znajdziesz – schowaj, aby nikt go nie znalazł.

A potem postaraj się o nim zapomnieć.

„Najlepiej ciąć żyły, wystarczy jedno szybkie pociągniecie” – takie porady internetowe przyciągają mnóstwo osób o podobnym sposobie myślenia. Spodziewają się, że w samobójstwie odnajdą ukojenie. Że będzie to zdjęcie ciężaru z ich ramion. Najlepszym rozwiązaniem jest jednak… życie.
Jeśli nie widzisz sensu w swojej codzienności i tracisz wiarę, że może być lepiej – zacznij od rozmowy. Zadzwoń do osób, które cierpliwie Cię wysłuchają i postarają się zrozumieć Twoje problemy:

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

Obejrzyj:
Dzień z życia – film pełen inspiracji.
Life in a Day

Artykuł powstał w ramach akcji „Stop samobójstwom”. Więcej na blogu Stay Fly.

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

#R4RLOVE

Odsłaniamy kulisy przygotowań do biegu #Run4Rights z okazji 25-lecia Amnesty International w Polsce!

Cudowne niedzielne przedpołudnie, 7 czerwca, przeżyliśmy wspólnie na bulwarach Jana Karskiego w Warszawie. Dzięki wielomiesięcznym wysiłkom wąskiego grona aktywistów i aktywistek kierowanych przez Mariannę Rutkowską i Karola Czaję mogliśmy być świadkami biegu o wielu obliczach odzwierciedlonych w jednym, acz bardzo elastycznym, hasztagu: #R4R.

r4r

#R4Rbędziesuper

Wszystko zaczęło się od pomysłu rzuconego na przełomie lutego i marca. „Zorganizujmy bieg!” Idea spotkała się z entuzjazmem, więc przystąpiliśmy do pracy… Zbieraliśmy się w każdy poniedziałek, czasami częściej. Czas pędził nieubłaganie.

#R4Rniemalekko

Nie obyło się bez problemów. Nie przyznano nam pieniędzy z grantu lokalnego, na co liczyliśmy za każdym razem, kiedy konto bankowe krzyczało: „Za mało!”. Zaplanowana początkowo trasa została zmieniona, a na zgodę od Miasta czekaliśmy do ostatnich tygodni przed biegiem. W miarę upływu czasu było nas coraz mniej – a to sesja, a to matura… Organizację biegu trzeba było godzić z codziennymi i niecodziennymi obowiązkami. Musieliśmy załatwić mnóstwo rzeczy: dyplomy, pakiety startowe pakowane do ręcznie robionych toreb, medale, które przywędrowały z drugiego końca Polski, materiały promocyjne, stronę internetową, zaplecze logistyczne zorganizowane dzięki zwykłej ludzkiej uprzejmości i wiele, wiele innych.

manufakturaManufaktura Amnesty

hePrzekręty, przekręciki…

#nieśpięboR4R

Zdobyliśmy ogromny bagaż doświadczeń na przyszłość i – choć były to wyczerpujące miesiące, a przedsięwzięcie wymagało skupienia i poważnego podejścia – potrafiliśmy się przy tym dobrze bawić. Ostatni tydzień upłynął pod hasłami: #R4Rrujnujemiżycie #R4Rforever #nieśpięboR4R – pracowaliśmy naprawdę ciężko, często w weekendy, od 9 rano do późnej nocy. Żołądki zapełnialiśmy naprędce jedzoną pizzą, biegaliśmy po ogrodzie bez butów, prasowaliśmy koszulki pod murem zarośniętym bluszczem. Sobotnia odprawa skończyła się o 1 w nocy. Było cudownie.

20150604_200826Handmade by Amnesty

nagrodyTo miały być Wasze nagrody. Zamiast medali :)

20150607_0926487:00 rano. Marianna kontroluje chaos. Chaos jest jej posłuszny.

#poezjaR4R

„Kłębek nerwów skąpany w stresie, śmiejący się z odbicia w lustrze:
Twarz nieskalana zmęczeniem, oczy wibrujące radośnie”

#całaprawdaoR4R

Przed przystąpieniem do pisania tekstu, otrzymałem instrukcję: „Pamiętaj, nigdy nie pisz wszystkiego co wiesz”. Amnesty i cenzura prewencyjna? :) Nic z tych rzeczy! Jeśli ktoś naprawdę chce wiedzieć WSZYSTKO, zapraszamy na spotkania grupy lokalnej w każdy poniedziałek o 18:00 do biura Amnesty przy ul. Pięknej 66a/2.

Obiecujemy – głównie sobie – że następny bieg dopiero za rok!

Do zobaczenia na #R4R2016!

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr

STOP PRZEMOCY DOMOWEJ!

Pani Anna pracuje w Domu Samotnej Matki i Dziecka na Pradze Północ w Warszawie. Na co dzień zajmuje się bezpośrednią pomocą ofiarom przemocy w rodzinie. Jest propagatorką życia bez przemocy, a swojej pracy poświęca się całym sercem. Przeprowadziliśmy z nią rozmowę o ośrodku, w którym pracuje, o przeciwdziałaniu naruszeniom, o dobrym wychowaniu i o prognozach na przyszłość.

Czym zajmuje się Dom Samotnej Matki i Dziecka?
Ośrodek został powołany po to, aby pomagać osobom, które znalazły się w sytuacji kryzysowej. Trafiają do nas przeważnie  kobiety z dziećmi z Warszawy i nie tylko. Współpracujemy z zaprzyjaźnionymi fundacjami, takimi jak: Dzieci Niczyje czy Centrum Praw Kobiet.

Jak wygląda taka pomoc?
Działamy wielopłaszczyznowo. Udzielamy pomocy rzeczowej, finansowej i psychologicznej. Często przychodzą do nas kobiety, które nie mają przy sobie nic, bo musiały uciekać ze swoich mieszkań. Naszym zadaniem jest zaopatrzyć je w przedmioty niezbędne do podstawowego funkcjonowania. Zapewniamy im pokój, w którym mogą spać – od tego wszystko się zaczyna. Kobiety stają na nogi. Nie byłoby to możliwe bez ludzi dobrej woli, którzy wspierają nas finansowo. Następnym krokiem jest psychoedukacja i coaching. Czasami zdarza się, że kobiety są tak skupione na swoim cierpieniu, że nie chcą brać udziału w terapii. Naszym zadaniem jest przezwyciężyć ich opór. Na dalszym etapie pracy zachęcamy do podjęcia pracy zawodowej lub działań mających na celu podniesienie ich kwalifikacji.

Jak duże znaczenie w kwestii naruszeń ma sytuacja materialna rodziny?
Większość przypadków przemocy odnotowuje się w rodzinach uboższych, to prawda. Są jednak wyjątki. Znam rodzinę, w której patologia nie była widziana gołym okiem. Ojciec nie nadużywał alkoholu, chodził do kościoła, był szanowany społecznie. Natomiast w czterech ścianach działa się tragedia – przemoc psychiczna, fizyczna i finansowa. Matka wraz z dziećmi przyszła do nas w bardzo ciężkim stanie.

Moralność Pani Dulskiej?
O, tak. Dulszczyzna ogromna. Ciekawe jest jeszcze to, że zanim ta kobieta przyszła do nas, zwróciła się po pomoc do księdza. Usłyszała od niego, że taka jest siła wyższa i musi się jej podporządkować. Absurd.

Czy Polacy są zamknięci i uwięzieni w stereotypach myślowych, czy może ta narodowa mentalność dojrzała do głośnego mówienia o problemie jakim jest przemoc domowa?
Myślę, że wśród ludzi panuje pewne zawstydzenie tematem. Wiadomo – swoje brudy pierze się w swoim mieszkaniu. Często same kobiety boją się o tym mówić, bo wiąże się to z działaniem przeciw systemowi, tak jakby mówienie o przemocy było piętnowane. Jednak dzięki wielu kampaniom społecznym otwartość na rozmowy jest coraz większa. Wciąż trzeba wiele zmienić w światopoglądzie i kulturze, a przede wszystkim przestać traktować kobiety instrumentalnie.

Jak ludzie reagują, gdy przemoc występuje w ich pobliżu?
Przytoczę jedną historię, która zilustruje ten problem. Pewna kobieta mieszkała wraz z konkubentem w kamienicy na Pradze Północ. Mężczyzna znęcał się nad nią, a sąsiedzi milczeli. Można to wytłumaczyć tym, że obawiano się o swoje życie – mężczyzna był kilkakrotnie karany. Ale nikt nawet nie zadzwonił na policję. To, co działo się w czterech ścianach, pozostawało niezauważone. Albo nie chciano tego zauważyć. Przecież każdy ma tyle swoich problemów!

Czy Pani praca też wiąże się z niebezpieczeństwem?
Był raz taki przypadek, gdy mężczyzna chciał, z pomocą kija bejsbolowego, „porwać” swoją kobietę z ośrodka  Wybił nawet okno. Na szczęście jego starania zostały udaremnione. Czasami dostaję telefony, w których niski, męski głos mi ubliża. To smutne, że może stać mi się coś złego, dlatego że pomagam potrzebującym.

Czy jest coś, co trzeba zmienić w polskim prawie, aby zwiększyć efektywność działań?
Duży nacisk powinien zostać położony na psychoterapię. Chodzi o to, aby stwarzać perspektywy rozwoju i zapobiegać powrotom do patologicznych domów, zapobiegać wchodzenia w stare buty. Pomoc powinna być udzielana długoterminowo, a nie jednorazowo.

W obecnym wychowaniu dominuje wyraźny podział. Chłopcom wpaja się kult siły i pogardy dla słabości a dziewczynkom posłuszeństwo wobec mężczyzn. Czy to ma wpływ na zachowanie w przyszłości?
Wychowanie chłopców na typowych ‘macho’ przenosi się później na relacje z kobietami. W polskim wychowaniu jest zbyt wiele agresji i należy to zmienić.

Jak zatem według Pani powinno wychowywać się dzieci?
Z miłością i jednoczesnym stawianiem granic. Jeśli dziecko nie zna granic – czuje się zagubione. Nie wolno powiedzieć: rób sobie co chcesz, mnie to nie interesuje. Trzeba wychowywać, ale i towarzyszyć. Towarzyszyć z miłością. Należy też uświadomić dziecku, że rodzic może się mylić. Ludzie, którzy przywłaszczają sobie monopol na prawdę wprowadzają do życia przemoc.

W jaki sposób zaapelowałaby Pani o zaprzestanie przemocy?
Nie chcę, aby ludzie mieli w sercach gorycz, którą przelewają na bliskich. To od wnętrza człowieka zależy, jak funkcjonuje na zewnątrz. Nie chcę też, aby ludzie mieli niskie poczucie wartości i odczuwali pogardę dla samego siebie. Dlatego, według mnie, ważniejsze od dawania jedzenia lub nowych ubrań jest dawanie nowego serca. Nie wolno myśleć, że się jest samemu, bo pomoc na zewnątrz istnieje. Trzeba tylko przerwać ten zamknięty krąg. Tak jak…

Jak kto?
To bardzo bliski mi przypadek. Pewna kobieta miała rodziców alkoholików, partnera alkoholika, sama brała narkotyki, a do tego miała dwójkę dzieci. Patologia na całego. W końcu odebrano jej dzieci i w tym momencie ta kobieta osiągnęła psychicznie dno. Od tego momentu postanowiła się poprawić. Pojawiła się w naszym ośrodku, skierowaliśmy ją na odwyk i zaczęła nowe życie. Dlatego warto pomagać i będę to robić dopóki ta pomoc będzie potrzebna.

Dziękuję za rozmowę.

Share this:
facebooktwittergoogle_plustumblr