Prawa człowieka w Państwie Środka

Przez 8 ostatnich lat życia był pozbawiony wolności. Mimo że cierpiał na raka wątroby, nie otrzymał zgody na wyjazd za granicę w celu podjęcia leczenia. Pozostawiony sam sobie, dopiero na łożu śmierci mógł zobaczyć kilku najbliższych członków swojej rodziny. Reszta osób, które chciały go odwiedzić, musiałaby najpierw pokonać mur strażników odgradzających jego szpitalne łoże od świata. Czyżby opisywany nieszczęśnik był groźnym kryminalistą, terrorystą lub w jakikolwiek inny sposób zasłużył sobie na podobne traktowanie? Jak można się domyślić, odpowiedź brzmi nie.

Okazuje się, że taka historia może przytrafić się laureatowi Nagrody Nobla, profesorowi, osobie, która w niezwykły sposób przyczyniała się do szerzenia idei pokoju. Liu Xiaobo był wspaniałym chińskim wykładowcą, a w swoich pracach naukowych pisał o sprawach społecznych, podkreślał znaczenie praw człowieka. W ciągu swojej kariery wspierał studentów biorących udział w pokojowych protestach, sam był ich częstym uczestnikiem, a nawet organizatorem. Niestety, jego działalność kłóciła się z zasadami obecnego w Chinach systemu rządów.

Po raz pierwszy Liu został uwięziony w 1989 roku. Miało to związek z wcześniejszymi wydarzeniami z kwietnia i czerwca, gdy na placu Tian’anmen doszło do protestów zwolenników zmian w chińskim ustroju, głównie studentów. Za wyrażenie poparcia dla protestujących Liu Xiaobo został uwięziony na 21 miesięcy. Po tym okresie w 1993 roku na krótko wyjechał do Canberry w Australii. Mimo że miał tam zapewniony azyl, zdecydował się powrócić do kraju. Głęboko wierzył, że naciski z zewnątrz Chin nie wystarczą. Dla władz oburzenie międzynarodowego środowiska niewiele znaczy, jeśli nie jest poparte stanowiskiem chińskiego narodu. Liu Xiaobo chciał być tym, którzy pokaże, że również pośród indoktrynowanych od dzieciństwa Chińczyków rodzi się fala oporu.

W swojej dalszej działalności Liu Xiaobo był współorganizatorem projektu tzw. Karty 08 – 350 intelektualistów i obrońców praw człowieka złożyło wtedy swój podpis pod manifestem apelującym o demokratyzację Chin. Kartę opublikowano 10 grudnia 2008 w 60 rocznicę podpisania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Liu został w związku z tym zatrzymany, a rok później usłyszał zarzut „podburzania do obalenia władzy państwowej” w następstwie czego został skazany na 11 lat pozbawienia wolności. Gdy w 2010 roku otrzymał Nagrodę Nobla, nie pozwolono mu uczestniczyć w uroczystości. Mimo wielu międzynarodowych akcji i apelów, Liu do końca swoich dni pozostał więźniem sumienia.

Niegodna śmierć chińskiego obrońcy praw człowieka jest świetną, choć smutną, okazją do bliższego przyjrzenia się sytuacji prawnoczłowieczej w Państwie Środka. Chińska Republika Ludowa od 1949 roku jest rządzona przez jedyną legalną w kraju Komunistyczną Partię Chin. Działalność innych jest zakazana. Nazwanie Chin państwem komunistycznym jest jednak tylko częściowo prawdą. Trudno porównywać tamtejszą rzeczywistość do tej znanej z powojennych państw socjalistycznych w Europie, np. Polski. Chińska „demokracja” ludowa ewoluowała na przestrzeni lat – teraz równie dobrze można ją nazwać narodową. Władze wykorzystują tam odwołania do nacjonalistycznych haseł, by usprawiedliwiać wiele swoich działań.

Pod przykrywką troski o jedność etniczną dochodzi więc do niszczenia kultury wszystkich mniejszości. Od lat 50. Chiny prowadzą konsekwentną politykę ekstremistyczną wobec Tybetu i muzułmańskiego regionu Ujgur. Wolnością wyznania nie mogą się też cieszyć chrześcijanie. Wszelcy duchowni – buddyjscy, islamscy czy chrześcijańscy – są często zmuszani do wyrzeczenia się swoich święceń i bez poważnych powodów osadza się ich w więzieniach albo posyła do pracy w nieludzkich warunkach. Demoluje się świątynie, niszczy symbole narodowe. Bardzo dotkliwym aktem dyskryminacji i wyrazem celowego niszczenia tychże kultur są też przesiedlenia, które w szczególności dotykają buddystów. Oddala się ich od ojczyzny, by utrudnić im kultywowanie własnych wierzeń.

Nie tylko przedstawiciele mniejszości etnicznych i religijnych nie mogą liczyć na poszanowanie swoich praw w Chinach. Każdy, kto nie zgadza się z polityką Państwa Środka – a więc aktywiści, reprezentanci opozycji politycznej, zwolennicy demokracji, dziennikarze – zagrożeni są więzieniem, a nawet torturami. W państwie działa cenzura, organizacje pozarządowe muszą otrzymywać zgodę na każde swoje działanie. Obywatele mogą korzystać jedynie z kontrolowanych przez władze środków przekazu i mediów społecznościowych. Użytkowników internetu pozbawia się możliwości zachowania anonimowości, zawsze muszą podawać swoje imię i nazwisko.

W Chinach legalna jest kara śmierci, a wszelkie dane o przypadkach jej zastosowania są objęte tajemnicą państwową. W systemie sprawiedliwości dochodzi do afer, które dostarczają przesłanek o tym, że w Chinach masowo stosuje się również tortury.

Silne gospodarczo państwo jest jednak zbyt ważnym partnerem, by Zachód zdecydował się na zastosowanie jakichkolwiek środków nacisków. Intensywne zbrojenia pozwalają też przypuszczać, że Chiny nie osiągnęły jeszcze swej największej potęgi.

Osoby, którym bliskie są prawa człowieka, mogą jednak już dziś wyrazić swoją solidarność z żoną Liu Xiaobo – Liu Xia, na którą po otrzymaniu przez jej męża Nagrody Nobla nałożono areszt domowy oraz objęto naruszającym jej prywatność nadzorem. Zachęcamy do podpisania tej petycji.

 

Autorka: Dominika Dąbrowska

 

Źródła:

  • Salil Shetty, Secretary General of Amnesty International, Liu Xiaobo: A Man Who Spoke Truth to Power, 13.07.2017, Amnesty International: Home
  • Elaine Pearson, Australia’s Shameful Silence on Liu Xiaobo, 14.07.2017, Human Rights Watch
  • China 2016/2017, Amnesty International: Home
Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *