Body-shaming

 

Może się wydawać, że  to, co robimy na co dzień, w żaden sposób nie odnosi się do praw człowieka. Możemy je promować, organizując specjalne akcje, protestować albo wyrażać swoją aprobatę wobec konkretnej sprawy, ale w tych przyziemnych sytuacjach dbamy przede wszystkim o przestrzeganie prawa krajowego. Prawa człowieka w końcu dotyczą relacji jednostki z państwem, a w kontaktach między obywatelami może dojść jedynie do złamania prawa danego kraju.

Warto jednak pamiętać, że prawo państwowe nie zawsze gwarantuje poszanowanie wszystkich praw człowieka, bywa też, że je łamie. W obu tych przypadkach to obywatele swoimi codziennymi wyborami mogą opowiedzieć się po stronie respektowania praw naturalnych. A w sezonie wakacyjnym warto zadbać szczególnie o jedną sprawę.

Zjawisko z pozoru niewinne. Zdarza się codziennie i wszędzie, co ciekawe, przede wszystkich w państwach wysoko rozwiniętych i demokratycznych. Trochę śmieszne, pomaga się rozluźnić, jest świetnym tematem rozmów, dla niektórych jest nawet formą wyrażania troski o czyjeś zdrowie.  Z przyjemnością promują go esteci, czułe przyjaciółki, rodzice, internauci. Jest tak powszechne, że z pewnością każdy i każda z nas przynajmniej raz w życiu się go dopuścił/a, ale też odczuł/a na sobie.

Bo warto przecież zwrócić uwagę komuś, kto swoim wyglądem zaburza piękno rodzimego krajobrazu. Powiedzieć głośno, że oglądanie czyichś grubych nóg godzi w twoją wolność. Zasugerować koleżance, żeby przytyła. W trosce o jej przyszłość – „facet nie pies – na kości nie poleci”. Można też się pomartwić, jak ten tatuaż będzie wyglądać za czterdzieści lat i czy pokazywanie blizn nie wpłynie źle na zdrowie psychiczne dzieci. Jak gruby/gruba  to na pewno się obżera, a jeśli nie, to zawsze można zapytać, jak to robi, że nie je, a tyle waży. Tak na miłe zakończenie wspólnego obiadu.  Jak za chuda/chudy – pewnie je waciki nasączone sokiem, ewentualnie od razu wszystko zwraca.

Body-shaming, czyli zawstydzanie czyjegoś ciała, ma wiele twarzy, z których każda może być mniej lub bardziej dotkliwa. Zatacza koła, znajduje coraz to nowsze ofiary. Czasem przybiera formę jednorazowej złośliwości, niestety wiele razy jest po prostu mową nienawiści. Dochodzi do niego zawsze, gdy ktoś niezależnie od intencji obraża ciało drugiego człowieka. Niby to takie banalne, że wszyscy wyglądają inaczej i te różnice należy akceptować. A jednak negatywne ocenianie ciał innych osób cały czas ma się bardzo dobrze.

Zaczęło się od wyścigu za idealną, wykreowaną przez mass media sylwetką. W żeńskiej postaci – szczupłą i delikatną, męskiej – mocno zbudowaną i umięśnioną. Pogoń za fizyczną perfekcją sprawia, że osoby z nadwagą czy otyłe spotykają się z dyskryminacją. Trudniej znajdują pracę, bywają wykluczane ze spotkań towarzyskich, głośno krytykowane w miejscach publicznych. Ludzie, których BMI wskazuje na normę, również czują potrzebę chudnięcia. Nastała era diet i przemocowego traktowania swoich ciał. Większe osoby przestają jeść w towarzystwie innych, jedzą gdzieś cichaczem – szybko i w ukryciu, czasem wpadają w depresję i rezygnują z normalnego funkcjonowania.

W międzyczasie coś się jednak wydarzyło i niepojąca tendencja obróciła się o 180°. Pojawili się obrońcy „prawdziwych kobiet i mężczyzn” z wrogością odnoszący się do osób szczupłych czy tych z niedowagą. Jak to zazwyczaj bywa, przeszliśmy od skrajności w skrajność, od „wielorybów i pasztetów” do „wieszaków i anorektyczek”. Obecnie jakiegokolwiek ciała byś nie miała lub nie miał i tak znajdą się osoby, które chciałyby cię zmienić. Być może wynika to z poczucia wyższości albo własnych kompleksów, niezrozumienia, że nie każda otyłość czy niedowaga wynika ze złego trybu życia. Czasem to kwestia choroby albo… wyboru.

Body-shaming w swoim zamiarze pozbywa godności osobę, której dotyczy. Dlatego też stoi w sprzeczności z prawami człowieka i należy głośno mówić o jego szkodliwości. Nie motywuje do zdrowego stylu życia, za to wpędza w kompleksy i poważniejsze choroby. Czy więc na pewno można nazwać to troską, dbałością o estetykę albo w jakikolwiek inny sposób tuszować jego destruktywność? Chcesz na co dzień dbać o prawa człowieka? Nie obgaduj, nie oceniaj, stawaj w obronie, gdy robi to ktoś inny. Przy okazji i  dla swojego ciała znajdziesz więcej wyrozumiałości. Mogę śmiało napisać, że przestając oceniać innych wreszcie przestajesz oceniać siebie. A przede wszystkim pamiętaj – wygląd drugiej osoby jeszcze nikogo nie skrzywdził, obraźliwe komentarze na jego temat już tak.

Autorka: Dominika Dąbrowska

P.S. Jakie są według Was najlepsze sposoby na popularyzację ciałopozytywności? Rozdawanie komplementów? Publikowanie niewyretuszowanych zdjęć w social mediach?  Uprzejme przerywanie plotek? Podzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach!

 

Foto: https://www.redbubble.com/people/glorifyobesity/works/16446689-no-wrong-way-to-have-a-body

Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *