Syrio, dokąd pójdziesz?

Dlaczego z tej mozaiki kolorów pozostała Ci jedynie szarość?

Wcześniej Syria mogła kojarzyć nam się z arabskim orientem, żywiołowością wielobarwnych bazarów, karawanami wielbłądów czy pustynnymi piaskami niesionymi wraz z silnym wiatrem po bezkresach surowych krajobrazów spalonych słońcem muhafaz. Ów literacki obraz mogliśmy nieco wzbogacić wiedzą historyczną o wielkość potęgi dynastii damasceńskich Umajjadów w dziedzinie nauki czy architektury bądź o dziedzictwo starożytnych cywilizacji Mezopotamii oraz Egiptu, których wpływy i szlaki handlowe często krzyżowały terytoria Pustyni Syryjskiej. Czasy najnowsze, które stanowią bezpośrednią przyczynę gruntownej zmiany postrzegania Syrii, większości z nas są nieznane. Okres niepodległości po zniknięciu francuskich kolonizatorów po drugiej wojnie światowej był bardzo burzliwy i naznaczony brakiem stabilności wewnętrznej, na którym największe piętno odbił autorytaryzm partii Baas, obecnej w życiu politycznym kraju od czasu zamachu stanu w 1963 roku. Jeden z jej architektów, a także głównodowodzący inżynier, Hafiz al-Asad, umiejętnie wprowadził rządy silnej ręki, brutalnie tłumiąc działalność opozycji. Szereg wygranych starć z organizacjami sprzeciwiającymi się rządom baasistowskim, z których część śmiało mogła uzyskać status wojny domowej, jak na przykład powstanie w Hamie w latach 1979-1982 czy również udana ingerencja w konflikt libański w latach osiemdziesiątych, umożliwiły konsolidację władzy.  Wraz z pogarszającym się stanem zdrowia Hafiza al-Asada zaczęła ona prowadzić do kultu jednostki, począwszy od rozplakatowania całego kraju wizerunkami prezydenta i nośnymi hasłami panarabizmu baasistowskiego. Stan wyjątkowy obowiązujący przez cały okres urzędowania partii Baas ułatwiał władzy dokonywanie represje wobec opozycji i ciągłe łamanie praw obywatelskich. Po śmierci Hafiza w 2000 roku wybory prezydenckie z niebywale fenomenalnym wynikiem wygrał jego syn, Baszar, zdobywając 99,7% głosów, który następnie umocnił swoją pozycję w wygranym referendum, tym razem z nie mniej przekonującym wynikiem 97,6%[1]. Baszar, pomimo nacisków międzynarodowych organizacji pozarządowych, nie miał zamiaru wprowadzić żadnych reform liberalizujących działania reżimu. Pierwszą dekadę jego rządów dobrze opisuje 35-stronicowy raport Human Rights Watch, przedstawiający tak kuriozalne posunięcia jak aresztowanie na 12 lat lekarza Kamala Labwaniego, który w 2005 roku w zachodnich mediach wspomniał, że dobrze byłoby, gdyby syryjski rząd respektował prawa człowieka[2]. Rosnąca społeczna frustracja i napięcie nakręcane przez nieustanne prześladowanie opozycji potrzebowało rozładowania, które ostatecznie zmieniło się w wybuch masowych demonstracji wraz z iskrą arabskiej wiosny z 2011 roku. Główną i bezpośrednią przyczyną, dla której syryjski obrót wydarzeń przyćmił światowe nagłówki gazet donoszących o rewolucjach w Tunezji czy Egipcie, a nasze skojarzenia o Syrii przeobraził w barwę szarego pyłu unoszącego się nad rozklekotanymi kamienicami i niezliczonymi grobami ich mieszkańców, była niespotykana nigdzie indziej w świecie arabskim brutalność i nieustępliwość władz.

Po co Ci to było?

Nadzieja wartko płynąca z kartonowych transparentów i ust uczestników manifestacji marca 2011 roku szybko przeobraziła się w strzały, aresztowania, tortury i walkę, w których czasie syryjskie szpitale doświadczyły rekordowych dostaw litrów czerwonej krwi, a miasta niespotykanych wcześniej kłębów czarnego dymu. Nie zaskakuje więc fakt pojawienia się początkowo dziesiątek, następnie setek tysięcy uchodźców, a więc nauczycieli, lekarzy, prawników, kucharzy, kupców syryjskich u bram sąsiednich państw,  jak również europejskich granic, które zostały wystawione na próbę rachunku moralnego z własnym sumieniem i niezwykle zawiłym pytaniem o udzielenie pomocy ludziom szukającym schronienia. Możemy zadawać sobie pytanie, co by było gdyby rząd syryjski powiedział protestującym w marcu 2011 roku coś innego. Rządy Algierii, Jordanii czy Omanu stwierdziły dogadajmy się, wprowadzając reformy, których oczekiwali protestujący. Libia, mówiąc nie, upadła pod wpływem wewnętrznej słabości taktycznej, natomiast syryjski prezydent, wypowiadając identyczną partykułę, nadał jej tyle nieustępliwości i brutalności, że przy swoim stoi do dzisiaj, pogrążając swój kraj i społeczeństwo w chaosie, z którego być może Syria nigdy się już nie wydostanie. Niektórzy twierdzą, że cała ta arabska wiosna była do niczego, tylko zniszczyła rodziny i gospodarkę, a sytuację globalnej polityki postawiła pod bardzo niestabilną ścianą. Podobne żądania co arabscy protestujący w 2011 roku wysuwali także demonstranci z bloku wschodniego w 1989 roku, domagając się zaprzestania łamania praw człowieka. Los na loterii sprawił nam, Polakom, pokojową transformację, dzięki której obudziliśmy się w wolnej Polsce, a nie w startej w drobny kurz i pył byłej Jugosławii, gdzie żądaniom reform, takich samych jak w Polsce czy Syrii, towarzyszyły podobne do syryjskich wybuchy, fale uchodźców i napięcia międzynarodowe. Dlatego pełną odpowiedzialność za upadek Syrii ponosi nie protestujący w imię wolnego jutra tłum, a posiadający oderwaną od rzeczywistości i podstawowych zasad i norm praw człowieka wizję prezydent.

Następne lata konfliktu syryjskiego to nabycie kolejnych przymiotników, aspektu narodowościowego, religijnego czy ideologicznego. Postępująca zawiłość, wewnętrzne skomplikowanie, podziały i roszady walczących ze sobą stron, których liczba w pewnym momencie wzrosła do co najmniej czterech coraz bardziej związywała ręce wysłannikom ONZ, szukającym wspólnego porozumienia i rozwiązania konfliktu. Jak w przypadku każdej wojny domowej, nie istnieje bardziej lub mniej moralna brygada czy walczący oddział. Nie ma znaczenia, czy niszczą, gwałcą, torturują i zabijają wojska reżimu czy wojska opozycji, zarówno tej bardziej prodemokratycznej – Wolnej Armii Syrii, czy bardziej proislamskiej (obecnie skupionej wokół Tahrir al-Szam[1]), czy dokonują tych zbrodni kurdyjskie bojówki YPG  czy niesławne formacje Daeszu (ISIS). Aby wojna była ciekawsza od toczącej się konfrontacji wewnętrznych stron, do podziału tortu syryjskiego ochoczo dołączyły także siły międzynarodowe, wspierając to jednych, to drugich. Czy konflikt trwający już przez sześć i pół roku skończy się za miesiąc czy za wielokrotność dotychczasowego okresu? Spróbujmy, odpowiadając na pytanie artykułu, nakreślić kilka prawdopodobnych scenariuszy na przyszłość.

[1]                 „Tahrir al-Sham plots its next move in northern Syria”, al-Monitor, Mona Alami, 7 sierpnia 2017.

Będziesz drugą Bośnią

Przy odpowiedniej współpracy wojsk, a także dyplomacji międzynarodowej możliwe jest stworzenie wariantu bośniackiego, którego fundamentem byłoby porozumienie konstytucyjne na wzór Traktatu z Dayton z 1995 roku. Takie założenie przewiduje brak zaistnienia dobrowolnego porozumienia poprzez stworzenie nowej wspólnoty administracyjnej czy także niewykonalność przeprowadzenia ogólnopaństwowych wyborów prezydenckich. W myśl nowej ugody państwo zostałoby powołane na mocy federacji, której samorządna głębokość zależałaby od stopnia determinacji debatujących stron. Przyszłość federacji zawierałaby także szereg pytań o stan niezależności autonomii kurdyjskiej, stosunek Iraku do nowego państwa, a także jego możliwe, federacyjne współuczestniczenie z powodu wewnętrznej słabości. Inna zasadnicza kwestia to sposób wydzielenia nowych jednostek federacyjnych poprzez przyjęcie kryterium nie tylko obecnego poparcia strony opozycyjnej i rządowej, lecz także aspektów religijno-narodowościowych, które komplikowałyby i spowalniałyby odbudowę państwa poprzez zawiłą administrację. Do tego należałoby doliczyć rozdział procentowy powierzchni obszarów, a także ich ludnościowych jak i gospodarczych możliwości, przy jednoczesnej definicji roli centrum ośrodka federacyjnego.  Liczba omawianych aspektów spowodowałaby rozciągnięcie negocjacji na długie miesiące, może nawet lata, a chwiejność dotychczasowych debat genewskich sugerowałaby możliwość rychłego zerwania rozmów przez jedną ze stron i doprowadzenie do wariantu najbardziej negatywnego, choć całkiem realnego, a więc do kontynuacji wojny. Inną zasadniczo negatywną kwestią wariantu bośniackiego byłoby nakreślenie przyszłości bliskowschodniej przez potęgi międzynarodowe, tak jak miało to miejsce w okresie podziałów mandatowo-powierniczych w 1920 roku.

Nigdy nie będzie do czego wracać

Powyższy akapit jest na chwilę obecną fikcją, możliwością, która przypuszczalnie nigdy nie zostanie zrealizowana. Bezwzględna wygrana konfliktu przez którąkolwiek ze stron spowodowałaby wprowadzenie niestabilnej dyktatury, być może przewyższającą w brutalności państwo pierwszej dekady al-Asada. W takim przypadku oczywiste jest powstanie nowych sił opozycyjnych, których radykalizacja może nawet doprowadzić do powstania nowego Daeszu. Każdy kolejny miesiąc prowadziłby Syrię w kierunku ostatniego miejsca światowych rankingów HDI, a więc do roli państwa upadłego, kozła ofiarnego mapy politycznej świata. Którą drogą pójdzie Syria? Jaki wariant wybierze? Czy mieszkańcom syryjskich piaszczystych i suchych równin oraz miast kiedykolwiek posłużą prawa człowieka, wartości obywatelskie, wolności społeczne?

 

Autor: Jakub Stepaniuk

Bibiografia:

  1. Wywiad z 30 sierpnia 2017 roku z syryjskim pisarzem Zakarią Tamerem, przeprowadzony przez Franca Galdiniego i Alessandra Columbu dla Al-Jazeera.
  2. Raport Human Rights Watch z 16 lipca 2010 roku: „A Wasted Decade: Human Rights in Syria during Bashar al-Asad’s First Ten Years in Power”.
  3. „Syrians Vote For Assad in Uncontested Referendum”, Washingtonpost, 28 maja 2007.
  4. „Tahrir al-Sham plots its next move in northern Syria”, al-Monitor, Mona Alami, 7 sierpnia 2017.

[1]                 „Syrians Vote For Assad in Uncontested Referendum”, Washingtonpost, 28 maja 2007.

[2]                 Raport Human Rights Watch z 16 lipca 2010 roku: „A Wasted Decade: Human Rights in Syria during Bashar al-Asad’s First Ten Years in Power”.

[3]                 „Tahrir al-Sham plots its next move in northern Syria”, al-Monitor, Mona Alami, 7 sierpnia 2017.

 

Foto:http://www.globtroter.pl/zdjecia/26,syria,pustynia,syryjska,brak,droga,przez,pustynie.html

Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *