Ustawa o IPN a prawa człowieka

Przez ostatnie dwa tygodnie w Polsce trwała medialna burza wokół nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Szum medialny przycicha, a ustawa za chwilę wejdzie w życie. To dobry czas, by krótko podsumować zarówno samą nowelizację, jak i reakcje, które wywołała, oraz zastanowić się, co mogą nam one powiedzieć o społeczeństwie, w którym żyjemy.
Ustawa o IPN po raz pierwszy była dyskutowana w Sejmie już w lipcu 2016 roku. Po odesłaniu jej do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka bardzo długo czekała na kolejne czytanie. Kiedy jednak 26 stycznia tego roku po raz kolejny znalazła się w porządku obrad, sprawy potoczyły się ekspresowo. Już 6 lutego ustawa została podpisana przez prezydenta i skierowana do Trybunału Konstytucyjnego (co nie wstrzymuje jej wejścia w życie).

Kluczowym elementem nowelizacji jest wprowadzenie kary do 3 lat więzienia za „fałszywe przypisywanie  Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za (…) zbrodnie nazistowskie (…) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, lub rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni” i wprowadzenie odpowiedzialności za naruszenie dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka już w 2016 roku wydała oświadczenie w sprawie ówczesnego projektu ustawy. Wskazywała w nim na zagrożenie nieuzasadnionej ingerencji w swobodę wypowiedzi oraz wywołania „efektu mrożącego”, który mógłby negatywnie odbić się m.in. na badaniach naukowych i debacie publicznej, oraz na niewystarczające zabezpieczenie przed ekscesywnym wykorzystywaniem nowego prawa. Co prawda, w ustawie zaznaczono, że nie stosuje się ona do badań naukowych i działalności artystycznej, jednak według prawników i prawniczek HFPC to nie wystarczy. Także zapisy dotyczące ochrony dobrego imienia mogą być nadużywane i są nieprecyzyjne. Podczas prac w Sejmie w styczniu tego roku uwagi HFPC nie zostały uwzględnione. W toku prac legislacyjnych i po podpisaniu ustawy przez prezydenta zarówno Helsińska, jak i Amnesty International wydały oświadczenia, w których po raz kolejny zwracały uwagę, że ustawa może prowadzić do naruszeń praw człowieka.

Podczas burzy medialnej wywołanej nowelizacją można było obserwować wciąż żywy (a może odradzający się?) antysemityzm obecny na wielu poziomach – od wypowiedzi publicysty Rafała Ziemkiewicza, który wraz z szefem TVP2, Marcinem Wolskim, dowcipkował o „żydowskich obozach śmierci”, po działania nieznanych szerzej grup, takich jak „Szturmowcy”, rozrzucających na Uniwersytecie Warszawskim, który jest według nich „szczególnie narażony na propagowanie żydowskich kłamstw”, ulotki obarczające Żydów współodpowiedzialnością za Holokaust. Wszystko to nie spotkało się z żadną reakcją władz. Te przejawy antysemityzmu i ksenofobii wpisują się w szerszy kontekst widocznie rosnącej tolerancji dla rasistowskich i wrogich wobec „obcych” zachowań – najbardziej jaskrawymi tego przykładami są rasistowskie hasła podczas Marszu Niepodległości w listopadzie 2017 (o czym już pisaliśmy tutaj) i niedawno opublikowany materiał „Superwizjera” o polskich neonazistach i neonazistkach.

Mimo tolerowania wspomnianych postaw, wojewoda mazowiecki (a więc przedstawiciel administracji rządowej) uniemożliwił odbycie się pod ambasadą Izraela w Warszawie manifestacji środowisk narodowych oraz zaplanowanej kontrmanifestacji. Wziąwszy pod uwagę dotychczasową pobłażliwość dla ksenofobii, trudno uzasadniać jego decyzję chęcią napiętnowania niepożądanych zachowań, a raczej należy to traktować jako próbę zapobiegnięcia eskalacji kryzysu dyplomatycznego w stosunkach między dwoma krajami. Ważne jest jednak to, na jakiej podstawie wojewoda uniemożliwił organizację zgromadzeń. W normalnych warunkach do zakazania zgromadzenia nie upoważniają go żadne przepisy. W związku z tym powołał się na art. 60. Ustawy o wojewodzie (…), który mówi o możliwości wydawania rozporządzeń porządkowych m.in. w przypadku zagrożenia zdrowia, życia, bezpieczeństwa lub spokoju publicznego. Ten przepis pozwolił na zamknięcie ulic, na których miały odbyć się manifestacja i kontrmanifestacja. Odnosząc się do tej sytuacji, Rzecznik Praw Obywatelskich mówił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: „Nie można z góry cenzurować zgromadzeń, które nam się nie podobają. Orzecznictwo mówi o tym, że zgromadzenia często prowokują, budzą niepokój, prowadzą do organizacji kontrmanifestacji, dotykają kwestii wrażliwych. (…) Od tego jest policja, aby zapewnić bezpieczeństwo i analizować sytuację na miejscu”. Nie jest to pierwszy raz, kiedy działania władzy ograniczające wolność zgromadzeń i wyrażania swoich poglądów budzą zastrzeżenia obrońców i obrończyń praw człowieka.

Uchwalono więc ustawę mającą chronić „dobre imię Narodu” i przeciwdziałać „fałszywemu przypisywaniu mu zbrodni nazistowskich (…), przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych”, która budzi poważne obawy nadużyć i uznaniowego stosowania, kolejne przykłady antysemityzmu zarówno na skalę ogólnopolską, jak i lokalną oraz po raz któryś powtarzające się działania administracji rządowej pokazujące brak poszanowania dla swobody manifestowania swoich poglądów. Gdyby ktoś zapytał nas, jak wygląda ostatnimi czasy debata publiczna w Polsce, wystarczy opowiedzieć mu (lub jej) historię tej ustawy i reakcji na nią. Byłaby to odpowiedź w pigułce.

 

Autor: Tomasz Szymanderski-Pastryk
Źródła:

 

Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *