Nigdy więcej!

Stany Zjednoczone w mentalności wielu narodów uważane są za krainę kwitnących swobód obywatelskich i demokracji. To kraj, który pierwszy sformalizował oświeceniowe idee o równości i wolności wszystkich ludzi, w tym samym czasie wyniszczając indiańskie plemiona. To kraj, w którym własność prywatna jest na tyle ważna, że przez lata można było mieć wszystko, nawet niewolnika. To kraj, w którym obecnie kupić nadal można właściwie wszystko – np. karabin wojskowy.

W zapisanym w Deklaracji Niepodległości prawie dążenia do szczęścia można się więc, jak widać, zapędzić w kozi róg. Lata podkreślania wartości nieskrępowanej wolności jednostki doprowadziły do stanu, w którym prawo posiadania broni jawi się jako świętość. Tymczasem II poprawka do amerykańskiej konstytucji tylko w ciągu ostatnich kilku lat stała się w USA powodem śmierci większej liczby ludzi niż obie wojny światowe. Rocznie w wyniku postrzału ginie w Stanach około 34 000 osób – podobnie dużo jak w wypadkach samochodowych. Jednego dnia ofiar postrzału jest ok. 270. Te smutne statystyki nie są na co dzień zauważane. Dyskusje na temat dostępu do broni zaczynają się najczęściej po strzelaninach w miejscach publicznych – np. szkołach.

Ta, o której ostatnio bardzo głośno, miała miejsce 14 lutego w szkole średniej na Florydzie. Były uczeń, wydalony ze szkoły z powodów dyscyplinarnych, wtargnął na teren placówki i zastrzelił 17 osób. Mimo że nie była to największa tego typu masakra w USA, w październiku 2017 roku strzelanina w Las Vegas przyniosła 50 ofiar śmiertelnych, to właśnie ona wywołała bardzo dużą dyskusję publiczną na temat tego kontrowersyjnego prawa.

Stało się to głównie ze względu na postawę uczniów i innych związanych z Marjory Stoneman Douglas High School. Ocalała młodzież zorganizowała protesty, zebrała i upubliczniła osobiste wspomnienia świadków i razem z dorosłymi zaapelowała do Kongresu USA o bardziej restrykcyjne prawo dostępu do broni. Ich postulaty są powtórzeniem tego, czego od lat domagają się w USA osoby o pacyfistycznych poglądach – wprowadzenia obligatoryjnego czasu oczekiwania na broń, dogłębniejszego zbadania ubiegających się o broń (teraz czas tych badań nie może przekroczyć 72h), podniesienia minimalnego wieku umożliwiającego zakup broni do 21 lat, zakazu sprzedaży automatycznych karabinów.

Ogromna presja sprawiła, że nawet prezydent USA do tej pory sympatyzujący z Narodowym Stowarzyszeniem Strzeleckim zaproponował pewne nowe rozwiązania. Mówił m.in. o konieczności podniesienia granicy wieku dla zakupu karabinów, zakazu sprzedaży tych zautomatyzowanych, które pozwalają na serię strzałów. Trump chce też nałożyć kontrolę na prywatnych sprzedawców broni. Powyższe obietnice, niestety, mogą być  jedynie grą polityczną. Już wielokrotnie w historii Stanów Zjednoczonych zapewniano, że zmiany w kwestii dostępu do broni zostaną wprowadzone. Pozostaje też pytanie, czy potencjalne regulacje, o których się teraz dyskutuje, rzeczywiście są wystarczające.

Najważniejsze i tak jest jednak to, że w USA powstało wiele oddolnych działań mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa obywateli. Kilka największych koncernów odcięło się od wspomnianego już NRA (Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie) i zamknęło programy lojalnościowe dla jego członków. W kraju odbywają się protesty, a wielu dotychczasowych obrońców prawa do posiadania broni zmienia swoje poglądy. Niektóre osoby w akcie solidarności z ofiarami masakry oddają swoje bronie, by w ten sposób pokazać zwrot w swoim sposobie myślenia. A to zbiorowa mentalność broniła przecież tego nieadekwatnego do czasów współczesnych, osiemnastowiecznego prawa. Obecnie częściej można usłyszeć #NeverAgain, czyli nigdy więcej.

 

Autorka: Dominika Dąbrowska

 

Źródła:

Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *