Facebook a prawo do prywatności

W internecie nie można do końca zachować anonimowości. To, co raz zostało w nim opublikowane na nasz temat, nigdy też nie zniknie, nawet jeśli użyje się przycisku „usuń”. Dobrowolne przekazywanie informacji o sobie w sieci nie stoi jednak jeszcze w sprzeczności z prawami człowieka, szczególnie artykułem 12. ich Powszechnej Deklaracji. Stanowi on, że

Nie wolno ingerować samowolnie w czyjekolwiek życie prywatne, rodzinne, domowe, ani w jego korespondencję, ani też uwłaczać jego honorowi lub dobremu imieniu. Każdy człowiek ma prawo do ochrony prawnej przeciwko takiej ingerencji lub uwłaczaniu.

Problem zaczyna się wtedy, gdy to potężne narzędzie zostaje wykorzystane dla celów wielkich korporacji czy polityki, tak jak to stało się ostatnio (choć i wcześniej) za pośrednictwem Facebooka. Założyciel i główny dyrektor tego największego i najbardziej dochodowego serwisu społecznościowego, Mark Zuckerberg,  we wtorek i w środę – 10, 11 kwietnia 2018 roku – musiał odpowiadać przed Kongresem USA na temat kradzieży danych ok. 87 milionów osób z Facebooka przez zewnętrzną firmę. Wyciekły one do Cambridge Analytica, ta, pracując dla własnych klientów, prawdopodobnie użyła ich, by wpływać na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku czy w sprawie Brexitu.

Już wcześniej dowiedziono, że w 2016 roku w Rosji zatrudniono tysiące ludzi, tzw. rosyjskich trolli, którzy za pomocą fałszywych kont i postów na blogach prowadzili propagandę polityczną pośród amerykańskiej społeczności na Facebooku. Teraz oblicza się, że takich kont nienależących do faktycznie istniejących osób może być nawet ćwierć miliarda. Za ich pomocą łatwo na większą skalę udostępniać tendencyjne artykuły, niesprawdzonymi informacjami albo wręcz „fake newsami” zmieniać lub formować czyjeś poglądy.

Powyższe afery tylko potwierdzają fakt, który już wcześniej był znany organizacjom chroniącym prawa człowieka, szczególnie tym zajmującym się kwestią prywatności. Facebook nie jest już portalem, którego głównym celem jest łączenie ludzi. Trafniej można go określić jako platformę, na której reklamodawcy, także specjaliści od tzw. marketingu politycznego, którego sama nazwa dużo mówi,  mogą łatwo dotrzeć do swojej grupy docelowej, „targetu”. Wykorzystywane na Facebooku algorytmy mają do dyspozycji miliardy osób, których zachowań, preferencji, poglądów mogą się „uczyć”. Ostatecznie często szybciej niż my sami wiedzą, w co klikniemy i jaki post polubimy. Prawdopodobnie są one też w stanie rozpoznać nasz stan psychiczny i odpowiednio do niego dopasować pojawiające się reklamy.

Użytkownicy/czki portali społecznościowych stali się pionkami gry, której sami nie rozumieją. Nasze dane są dla wielu cenniejsze niż ogromne sumy pieniędzy i to nimi płacimy za dostęp do narzędzi bezpłatnego kontaktowania się ze znajomymi.

Mark Zuckenberg zapewnia, że Facebook, a szczególnie warunki chronienia prywatności zostaną uszczelnione. Sprawdzenie tysięcy aplikacji, które działają w jego ramach ma jednak zająć wiele czasu. Trudno powiedzieć – realnego czy sztucznie przedłużanego. Wiemy natomiast na pewno, że warto poznać reguły działania tego serwisu, by nauczyć się mądrzej chronić swoje dane i nie podlegać manipulacji. Pomóc w tym mogą np. świetnie opracowane materiały fundacji Panoptykon podlinkowane poniżej w źródłach.

 

Autorka: Dominika Dąbrowska

 

Źródła:

Share this:
Facebooktwittergoogle_plustumblr

Post Author: Redaktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *